Chyba znowu się zgubiłam. Zamknęłam oczy w nieodpowiednim momencie i przegapiłam drogowskaz, który mógł wskazać mi drogę. I teraz błądzę po omacku. Znowu.
Czy ja się kiedyś zacznę uczyć się na błędach? Nie na czyiś, tylko swoich?
Podejmuję masę złych decyzji i zdaję sobie z tego sprawę, ale czy naprawdę muszę je w kółko powtarzać?
Nie powinien istnieć jakiś limit omyłek na jednego człowieka? Gdyby istniał, ja napewno bym go dawno przekroczyła.
Umiem przyznać się do błędu. To chyba ważne, prawda?
Wiem, że nie jestem nieomylna i nie boję się tego powiedzieć na głos, ale to niczego nie zmienia. Ciągle idę tą samą, złą ścieżką i boję się skręcić w nieznane.
Boję się, że będzie jeszcze gorzej, ale może powinnam zadać sobie pytanie: czy może być w ogóle gorzej?
Jeśli to tylko lęk przed nieznanym mnie powstrzymuje, to znaczy, że jestem tchórzem. Bo mogę iść na przód, mogę coś zmienić, ale tego nie robię, bo się boję tego co będzie.
A może ta uliczka nie jest ślepym zaułkiem? Może jest właściwym wyborem?
Nie dowiem się dopóki nią nie podążę. Pytanie brzmi, czy będę umiała sprostać konsekwencjom moich kroków, i tym dobrym i tym złym.
Nie lubię konsekwencji tak samo, jak nie lubię wyborów. A może nawet bardziej.
Nie lubię wyborów, bo niosą za sobą konsekwencje.
Kolejne błędne koło w którym tkwię.
Chyba najwyższy czas, żeby się z niego wydostać.
Znowu jestem w tym samym miejscu z którego ostatnio uciekałam. Czy teraz też będę do tego zmuszona? Czy dam radę to zrobić?
Koło zatoczyło idealny okrąg, a ja razem z nim, bo nie umiałam się uwolnić.
I zastanawiam się, kiedy wreszcie mi się to uda.
A może po prostu zamiast nad tym wszystkim rozmyślać i wypisywać te głupstwa wstanę i pójdę wprowadzać słowa w czyn. Niech kiełkują.
Pierwsza zasada życia: nie przywiązuj się do rzeczy, miejsc i ludzi.
wtorek, 18 sierpnia 2015
sobota, 2 maja 2015
W niedowierzaniu unieś swą brew
Zastanawiam się, czy tylko ja mam wrażenie, że wszystko przecieka mi między palcami.
Próbuję coś zatrzymać, zacisnąć w dłoni, ale zawsze jakoś się wymknie.
Co? Sama nie wiem.
Może życie, może dzień, może przyjaźnie, może marzenia, może uczucia, może bliskość.
Wiem tylko, że coś mi ucieka.
Ostatnio obliczyłam, że za mną jest już 1/4 życia. To dużo. To bardzo dużo, a jednocześnie wydaje się jakbym dopiero wczoraj stała na schodach przed domem, z niebieskim tornistrem na plecach i mówiła, że sama przecież mogę iść do szkoły, nie muszą mnie odprowadzać.
Wiem, że przynudzam i nawet nie wiem co mnie do tego skłoniło.
Jestem zadowolona ze swojego życia.
Fakt, jest w nim wiele do poprawienia, czasami bywa wkurzające, czasami mnie dobija, a czasami mam go dość, ale mimo wszystko jestem zadowolona.
Cóż, kiedy osiąga się jakąś granicę (już nigdy nie będę mieć naście lat), zaczyna się człowiek zastanawiam co osiągnął do tej pory.
A przynajmniej ja zaczęłam się właśnie nad tym zastanawiać.
Nie osiągnęłam dużo.
Kiedy byłam dzieckiem miałam ambitniejsze plany i gdy wtedy wyobrażałam sobie, jaka będę mając tyle lat, ile mam obecnie, nigdy nie postawiłabym siebie w tym miejscu, w którym teraz stoję.
Nie przyszło by mi do głowy, że moje życie może się tak potoczyć.
Ale tak właśnie się stało.
Czasami bywa właśnie tak, że możemy być dumni jedynie z tego co nie poszło po naszej myśli. Czasami nie mamy z czego być dumni.
A czasami nie mamy czasu zastanawiać się nad tym, z czego jesteśmy dumni, bo musimy się zając tym życiem i tą chwilą, którą mamy tylko przez moment.
Więc ja też nie będę rozkładać wszystkiego na liczby pierwsze, po prostu przymknę oczy i zobaczę gdzie mnie to moje życie zaniesie.
Próbuję coś zatrzymać, zacisnąć w dłoni, ale zawsze jakoś się wymknie.
Co? Sama nie wiem.
Może życie, może dzień, może przyjaźnie, może marzenia, może uczucia, może bliskość.
Wiem tylko, że coś mi ucieka.
Ostatnio obliczyłam, że za mną jest już 1/4 życia. To dużo. To bardzo dużo, a jednocześnie wydaje się jakbym dopiero wczoraj stała na schodach przed domem, z niebieskim tornistrem na plecach i mówiła, że sama przecież mogę iść do szkoły, nie muszą mnie odprowadzać.
Wiem, że przynudzam i nawet nie wiem co mnie do tego skłoniło.
Jestem zadowolona ze swojego życia.
Fakt, jest w nim wiele do poprawienia, czasami bywa wkurzające, czasami mnie dobija, a czasami mam go dość, ale mimo wszystko jestem zadowolona.
Cóż, kiedy osiąga się jakąś granicę (już nigdy nie będę mieć naście lat), zaczyna się człowiek zastanawiam co osiągnął do tej pory.
A przynajmniej ja zaczęłam się właśnie nad tym zastanawiać.
Nie osiągnęłam dużo.
Kiedy byłam dzieckiem miałam ambitniejsze plany i gdy wtedy wyobrażałam sobie, jaka będę mając tyle lat, ile mam obecnie, nigdy nie postawiłabym siebie w tym miejscu, w którym teraz stoję.
Nie przyszło by mi do głowy, że moje życie może się tak potoczyć.
Ale tak właśnie się stało.
Czasami bywa właśnie tak, że możemy być dumni jedynie z tego co nie poszło po naszej myśli. Czasami nie mamy z czego być dumni.
A czasami nie mamy czasu zastanawiać się nad tym, z czego jesteśmy dumni, bo musimy się zając tym życiem i tą chwilą, którą mamy tylko przez moment.
Więc ja też nie będę rozkładać wszystkiego na liczby pierwsze, po prostu przymknę oczy i zobaczę gdzie mnie to moje życie zaniesie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)