piątek, 14 listopada 2014

Wyłączam drzemkę.

Miałam ruszyć z moim życiem do przodu. Taki był plan i miałam sporo zapału i chęci, by go zrealizować. I nawet przez chwilę wydawało mi się, że całkiem dobrze mi idzie, ale to było tylko złudzenie. Bo ciągle stoję w miejscu, choć próbuję sobie wmówić, że jest inaczej. Staram się przekonać wszystkich, że ze mną wszystko w porządku, nawet siebie, ale nie wychodzi mi to. Nie wiem gdzie popełniłam błąd. Może to kwestia samodyscypliny? Samozaparcia? Samokrytyki?
Och, samokrytyki mam wystarczająco.
Myślałam, że to będzie łatwiejsze. Wiecie o co mi chodzi? Chcę wyluzować, idę na piwo. Chcę się zabawić, idę na imprezę. Chcę pożartować, idę do znajomych. Ale okazało się, że piwo mi nie smakuje, na imprezę nie mam z kim iść, a znajomi zjeżdżają do domów na weekend. Oczywiście to tylko przenośnia, kto nie lubi piwa z sokiem brzoskwiniowym?
Ja lubię.
Chciałam, przez to powiedzieć, że rzeczywistość okazała się całkiem inna niż mi się wydawało, bo przez cały ten czas malowałam ją albo w czarnych, albo w kolorowych barwach. I zapomniałam, że życie najczęściej jest zwyczajne, szare, bez polotu. I właśnie w tym tkwi jego piękno, wystarczy umieć to dostrzec. Ja niestety tego nie widziałam i chciałam na siłę zmienić coś, co nie wymagało zmiany. Bo rzeczywistość wcale nie jest taka do chrzanu. Da się z nią żyć. Jeśli chcę to zmienić, to tylko siebie, bo tak naprawdę to ja jestem problemem, jaki ciągle się za mną błąka. Tylko nie wiem, czy jestem w stanie to zrobić. Ponoć ludzie się nie zmieniają. Może ja też tego nie umiem. Może ciągle będę tkwić w tej samej fantazji.
Chyba przebywam w niej za długo.
Może nadszedł czas, aby się z niej wyrwać i stanąć oko w oko z rzeczywistością?
Wiem, że mogę się przerazić. Ale może nie ma się czego bać? Może jedyną straszną rzeczą jest mój strach i to on tak bardzo mnie paraliżuje? I wreszcie, może jestem w stanie go pokonać?
Kto wie? Może mi się uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz