niedziela, 14 września 2014

Skomplikowane.

Wszystko się komplikuje. Nikt nie idzie mi na rękę. Nic nie jest łatwe, wprost przeciwnie, nieustannie ktoś każe mi zdobywać szczyty, pozbawiając mnie towarzyszącej temu radości, zadowolenia i spełnienia, bo gdy tylko wejdę na górę przed sobą widzę kolejny, dużo wyższy punkt, który muszę osiągnąć. Nie chcę tak dalej.
Chciałabym usiąść na skraju polany i móc odpocząć. Nie lubię biec. Nie jestem typem sportowca. Jestem kanapowym leniem, który woli książkę od imprezy.
No może przesadzam, imprezy lubię. Nawet bardzo.
Ale imprezy są puste. To oczywiście nie jest tak, że mam coś do nich, bo przecież uwielbiam potańczyć, pobawić się ze znajomymi, ale imprezy są po prostu puste. Faceci poznani na takich imprezach są puści. Zresztą ja nie mam do nich szczęścia. W klubach spotykam tylko takich co są już zajęci, lub takich którzy są pijani, a ich jedynym marzeniem jest obmacanie dziewczyny.
Po co ja w ogóle o tym piszę?
To oczywiste, że tak właśnie jest i oczywiste jest też to, że dupki na imprezach nie są najlepszym tematem rozważań.
Znowu zaczynam się nad sobą użalać? Przecież miałam przestać. Dobrze jest tak jak jest.
W moim przypadku samotna równa się szczęśliwa, a przynajmniej chciałabym żeby tak było.
Nie powinnam przejmować się tym, że żyję w pojedynkę. Nie potrzebuję mieć kogoś by być szczęsliwą.
Okej, to kłamstwo. Perfidne oszustwo samej siebie.
Prawda jest taka, że chciałabym, żeby było inaczej. Żeby był ktoś o kogo mogłabym się martwić i ktoś kto martwił by się o mnie. Ktoś z kim życie było by przyjemniejsze, łatwiejsze i prostsze. Taki zwyczajny ktoś.
Ale nikogo takiego nie ma, więc nie mam innego wyjścia niż się z tym pogodzić.
Bo przecież nie potrzebuję nikogo, by chcieć być szczęśliwą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz