Wszystko znowu jest nie tak. Też macie czasami wrażenie, że cały świat jest przeciwko wam? Ja mam tak ciągle, nieustannie i nie wiem jak długo jeszcze dam radę sama sobie z tym radzić.
Znowu kolejna rzecz mi nie wyszła. Lista moich porażek dawno przekroczyła miliard i wcale nie zanosi się na to, żeby na tym miało się skończyć. Im bardziej próbuję, tym bardziej nie wychodzi, a jeśli wszystko olewam, tak samo nic nie idzie po mojej myśli. Dlaczego czasami nie może mi się coś tak po prostu udać? Cholera, jak długo jeszcze muszę wspinać się ciągle pod górę? Szczytu ciągle nie widzę, a kamieni pod stopami przybywa. Czy ja jestem jakimś popieprzonym Syzyfem? Nie, nie obraziłam bogów olimpu. Choć tak właśnie się czuję, jakbym wszystkich zawiodła. Bo może właśnie tak jest, nie spełniłam ich oczekiwać, więc teraz mają mnie już gdzieś. A gdzie jest ktoś, kto spełni moje oczekiwania? Czy naprawdę są one tak wielkie, że nikt nie potrafi im sprostać? Czy obecność i radość z bycia ze mną, przytłaczają zbliżających się do mnie ludzi? A ja tylko tego chcę, żeby ktoś po prostu był obok, zawsze, nawet gdy wszystko się wali i pali, a ja ponownie spadam w dół. Potrzebuję kogoś kto chwyciłby mnie za rękę i nie pozwolił się stoczyć. Dlaczego jeszcze nikogo takiego nie spotkałam? Lata biegną, a ja coraz częściej myślę, że może takie jest właśnie moje przeznaczenie. Być samotną. Tak z całą pewnością samotność bardzo dobrze mi wychodzi. Tylko to jest takie paskudne uczucie, gdy orientujesz się, że nie masz nikogo, do kogo mogłabyś pójść w sobotni wieczór. Już nie masz. Ludziom poprzestawiało się w głowach, mi pewnie też, nie przeczę. Odrzuciłam ten ich alkohol, te imprezy, papierosy i jointy, więc oni odrzucili mnie. Popieprzeni przyjaciele na dobre i nie na złe. A w moim życiu ciągle jest źle i ta krótkodystansowa znajomość nie sprawdza się, bo nikt nie chce babrać się w moich porażkach. Może gdzieś na samym spodzie istnieją jakieś sukcesy, dobre decyzje i zalety, lecz leżą zbyt głęboko bym była w stanie je dosięgnąć. By ktokolwiek był w stanie je ujrzeć. A niestety nie posiadam łopaty, rydla, ani ochronnego kasku. choć może to była by jakaś alternatywa, uderzyć się w głowę tak mocno, by zapomnieć o wszystkim i zacząć od nowa. Może wtedy ktoś zabrał by mnie na kolejkę liniową, i zamiast wspinać się po nich, mogłabym ze wzruszeniem je podziwiać?
Tak, wiem to nierealne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz